Z dziećmi

Niemowlę w swoim pokoju?

Stało się! Wyprowadziliśmy małego lokatora z naszej sypialni do jej własnego pokoju 🙂 Lekko nie jest, bo matka panikara, ojciec na punkcie córki przewrażliwiony, ale nie poddajemy się!

Myślę, że w normalnych warunkach jeszcze chwilę byśmy poczekali z tą zmianą,

BO:

1) Układ domu mam taki, że pokój Wiki i nasza sypialnia to jego dwa końce

2) Drzwi musimy mieć zamknięte, bo w przeciwny wypadku albo w naszym łóżku, albo wśród zabawek Wiki znajdziemy naszego psa 🙂 który zresztą chrapie jak szalony!!!

3) Wiki jeszcze budzi się w nocy i często je…

 

Jak to u nas było i co wpłynęło na tę decyzję?

Jakiś czas temu zalali nas sąsiedzi, zanim właściciel mieszkania przysłał nam ekipę remontową minęło kilka tygodni, a panowie przyjechali malować o godzinie 17, więc już nie potrafiłam im odmówić w poszukiwaniu nowego terminu ;/ Niby dobre farby, niby eko ale jakoś nie wyobrażałam sobie, żeby Wiki spała w tych oparach. Jej pokój był już gotowy od dawna – służył raczej jako pokój zabaw, jej garderoba, magazyn dziecięcych zapasów, a w naszej sypialni stało już tylko łóżeczko. Postanowiliśmy, że na jedną noc przeniesiemy ją do jej pokoju, a sami będziemy spali w salonie, który sąsiaduje bezpośrednio z pokojem Wiki. Po tej nocy spodobał się nam komfort swobodnej kąpieli (prysznic sąsiaduje ze ścianą w sypialni, przy której stało łóżeczko Wiki), swobodnego szykowania się do pracy przez mojego męża rano – przecież skarpetki muszą pasować do koszuli ;). Knuł mi się w głowie chytry plan, że może by tak już zostało? Próbowałam jakoś przemycić ten pomysł mężowi, ale zakochany w swojej córce był oporny 😉 Wynegocjowałam jeszcze jedną noc, i kolejną, i jeszcze kolejną, i jeszcze ostatnią, a po niej myślałam, że mój kręgosłup rozpadnie się na kawałki od tej kanapy w salonie 😉 Postanowiliśmy, że zaryzykujemy – idziemy spać do sypialni, a Wiki zostaje u siebie. Niania włączona, inżynierskie patenty jak tu nie zamykać drzwi, ale je zastawić, żeby pies nie spacerował po mieszkaniu zastosowane i kładziemy się! 🙂 Wróciły wspomnienia wieczorów we dwoje w naszej sypialni, oglądania filmów do późna itd… Gasimy światło! „Oddycha? Idź do niej zobaczyć. Myślisz, że śpi? Idę sprawdzić. Może niania się zepsuła? Słyszałaś? Co to było? Płacze!!!!! Biegnij! Śpisz? Ja też nie… A ona śpi? Idę zobaczyć. Oddycha? Idę zobaczyć. Gdzie idziesz? Zobaczyć czy śpi” Co to była za noc!!!!!!! Wcale się nie wyspałam 🙂 Komfort posiadania własnej sypialni chwilowo odszedł na drugi plan. Ale! Nie poddajemy się… noc druga. Nastawieni pozytywnie – godzina 23.30 dziecko najedzone, śpi, my też idziemy spać. Godzina 24 – „Oszaleję! Idę po nią!” i tym sposobem Wiki pierwszy raz od swoich narodzin przespała prawie całą noc w naszym łóżku  – taki postęp wychowawczy o! 🙂 Dziecko szczęśliwe, wyspane, uśmiechnięte – rodzice mniej. O nie moja panno! Tak nie będzie. Ktoś może powiedzieć, że wyrodna matka za mnie, trudno – mam swoje zasady. Jedną z nich jest to, że już będąc w ciąży postanowiłam nie robić sobie z domu placu zabaw i jak najszybciej stworzyć mojemu dziecku jego miejsce na ziemi – własny kąt do spania, zabawy, miejsce na jej małe sekrety… taki dziecięcy azyl. Powstał więc pokój, który cały czas się urządza, dopieszcza – ale o tym będzie osobny wpis.

Dlatego zmotywowani postanowiliśmy dzisiaj spróbować jeszcze raz. Trzymajcie kciuki! 🙂

 

P. S. Myślę tylko jak uśmiercić kukułkę, z zegara sąsiadki zza ściany pokoju Wiki….

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like


  • Odpowiedz

    Marecki
    2 marca 2016 at 00:19

    Uśmiercenie kukułki u sąsiadki? Nic prostszego. Jedz do jakiegoś marketu budowlanego, kup wiertarkę z udarem pneumatycznym i wiertło SDS o długości 1,5m, zlokalizuj cholerną kukułkę i… zacznij wiercić na wylot. Po kilkunastu sekundach dowiercisz się do kukułki, wierć dalej, zabij maszynę i udaj zdziwioną blondynkę. „Jak to ja?!?!? Nie wiedziałam. Przepraszam Panią sąsiadkę. O jak mi przykro. Daj paczkę kawy i bombonierkę. Baba szybko zapomni o kukułce a Ty będziesz miała czyste sumienie i święty spokój hehe Fajny opis całej sytuacji. Samo życie. Też tak miałem. Najgorsze jest to, że my rodzice przeprowadzkę przeżyliśmy o wiele gorzej niż dziecko, które wydawało się być zadowolone z faktu, że może kombinować bez nadzoru 🙂 Czasami sami, sobie stwarzamy problemy 😛


    • Odpowiedz

      Mama w Poznaniu
      2 marca 2016 at 08:06

      nie muszę udawać zdziwionej blondynki…. jestem blondynką, często zdziwioną 😉


      • Odpowiedz

        Marecki
        2 marca 2016 at 13:04

        No i gitara 🙂 Teraz wiertarka + wiertło i do roboty hehe Tylko nie zapomnij o goglach 😉 Skoro sama piszesz o bezpieczeństwie dzieci to jako dorosła świeć przykładem hahaha



    Odpowiedz


    + 16 = 18