poród na Polnej

urodziłam
w ciążyz niemowlakiem

Urodziłam… zaraz wracam :)

Pewnie się zastanawiacie gdzie się podziewa Mama w Poznaniu? Wyskoczyła „zostać wreszcie mamą”, ale już wraca 🙂 Przedstawiam Wam moją córeczkę Wiktorię i opowiem trochę o Polnej, porodzie, problemach itd… Nie obawiajcie się – drastycznych szczegółów nie będzie 🙂   Ale od początku… termin porodu miałam na 29 maja – moje imieniny, goście, prezenty, emocje itd. a wieczorem ciśnienie 160/120. Torba szpitalna w rękę, mężowi włączyła się opcja „racing” i w chwilę byliśmy na Polnej. A tam? Oczywiście Izba Przyjęć, trzeba się zarejestrować i czekać. Po godzinie zajęła się mną pani doktor i jedna z licznych rozchichotanych, zagranicznych studentek. Szczegółowy wywiad, badania itd. Padło też pytanie, które potem nie opuszczało mnie aż do momentu wyjścia ze szpitala: „od kogo jestem”, a ja byłam od nikogo… tzn. na Polnej mam dwie ciocie położne, ale tu zdecydowanie chodziło o lekarza i to najlepiej któregoś z profesorów. Ale dalej… Trafiam na oddział, trzeba się pożegnać z mężem, podpięto mnie pod KTG i tyle. Trafiłam na zmianę rewelacyjnych położnych (to była ich nocka) – co chwilę przychodziły, pytały. Kolejny dzień – sobota. Rano obchód – a raczej coś na jego wzór. jeden lekarz, pielęgniarka i informacja, że „obserwujemy”. Dopiero potem się dowiedziałam, że tak …